Wersja dla ateistów

On: – I ten mój dołek w wardze…
Ona: – A wiesz, skąd go masz? Kiedy byłeś mały, przyszedł do Ciebie archanioł Gabriel i powierzył Ci tajemnicę. A potem położył Ci palec na ustach i zrobił: „ćśś!”.
On: – A wersja dla ateistów?
Ona: – Jak byłeś mały, przyjebałeś w stół.

Aż się, kurde, poczułam potrzebna.

Ona upiekła ciasto.
On, po zjedzeniu kilku kawałków, zachodzi ją od tyłu i zaczyna ściskać.

Ona: – Hej, no, puść! Ja jem!
On, nie przestając ściskać: – Ale ja chciałem ci powiedzieć, jaka jesteś cudowna i jak cię uwielbiam.
Ona: – Ale musisz mnie od razu zabijać?!
On: – Reanimowałbym cię. Jeszcze cię używam…